sobota, 30 lipca 2011

22.


Zimny,szary poranek...
Przyjemne ciepło bijące z piekarnika
i
długi post.


Nieśmiało,postanowiłam powrócić  dziś do  ulubionego wypieku,a mianowicie ciasta drożdżowego!
Zawsze lubię robić je wczesnym rankiem i powoli delektować się oczekiwaniem...aż wyrośnie,a pózniej niesamowitym zapachem w trakcie pieczenia.

Cieplutki mini chlebek ziołowy z plastrem białego sera,pomidorem z ogrodu,czosnkiem i bazylią.


Każdy z najbliższej rodziny dobrze mnie zna i wie,że takie swojskie,puszyste ciasta to moja malutka słabość.
Piszę ''nieśmiało'',bo do tej pory (jak z resztą przez większość życia) trzymałam się dość rygorystycznej diety,w której m.in. nie uwzględniałam białego pieczywa,(niestety już chyba taka pozostanę,z  moim szczegółowym planowaniem codziennych,minimalnych posiłków,nic nie poradzę...).
Jednak,kiedy słyszę czasem pewne komentarze na temat mojego wyglądu (rodzina w mniejszym/większym stopniu przyzwyczaiła się do ''takiej mnie'',ale nie jest to łatwe) myślę,że przecież mogę niekiedy pozwolić sobie na coś mniej zdrowego(moim zdaniem),ale jakże bardzo brakującego w mojej codzienności.

A tytułowe  ciasto jest dla mnie swego rodzaju odskocznią od zwykłych dni,od problemów.Chwilą domowego ciepła z aromatycznym zapachem (w tym przypadku majeranku,oregano,bazylii).
Może się komuś to wydać dziwne,ale takie właśnie mam podejście do domowych wypieków.Traktuję je z pasją,odkąd  moja droga zeszła na ścieżkę uzależniającego liczenia kalorii.

Troszkę się rozpisałam,więc najwyższy czas na szczegóły.

Składniki na 4 średniej wielkości chlebki:
380 g mąki pszennej
10 g świeżych drożdży
pół łyżeczki cukru
2 łyżki mleka
ok 200 ml ciepłej wody
2 łyżki oliwy
szczypta soli
suszone zioła w dowolnej ilości,zależy od preferencji,ja uwielbiam ich aromat,dodaję ok.2 łyżeczki.
białko

Drożdże rozkruszyć,zasypać cukrem,łyżką mąki,dolać 2 łyżki ciepłego mleka,wymieszać i odstawić do wyrośnięcia.
Pozostałą mąkę wymieszać z solą,ziołami,dodać wyrośnięty zaczyn i powoli dolewać wodę.Wszystko dokładnie połączyć drewniana łyżką i zacząć wyrabiać do uzyskania elastycznej,lekko odchodzącej od ręki masy.Ja robię to ręcznie.Lubię,kiedy przy końcu wyrabiania,pod palcami czuję gęste,puszyste ciasto z pęcherzykami powietrza.
Następnie dodaję oliwę (właśnie teraz,kiedy składniki ciasta są idealnie połączone) i jeszcze raz wyrabiam ,uderzając 300 razy-szkoła Babci;),wtedy zawsze mam pewność,że drożdżowe będzie miało piękną pęcherzykowatą strukturę i dobrze puchato urośnie.
Nie wyobrażam sobie innej opcji ów ciasta,jak wysokie i puszyste !
Nawet to dzisiejsze z dodatkiem wody,które szczerze mówiąc,nie często robiłam.
Przede wszystkim lubię mleczne wypieki na drożdżach.Te wytrawne,jak i na słodko z owocami!
Na ten typ przyjdzie jeszcze czas w te wakacje;)
Wracając do przepisu:wyrobione,natłuszczone ciasto przykrywam ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce do podwojenia obiętości.Jeśli jest zimno,tak jak dziś,ułatwiam sobię sprawę i stawiam miseczkę obok grzejnika.
Po ok.30 minutach ciasto jest wyrośnięte.Jeszcze chwilę je wyrabiam i dzielę na 4 części(jak w przepisie).Każdy placek spłaszczam i formuję w kształt elipsy-dosypałam odrobinę mąki,aby ciasto nie było zbyt klejące.
Chlebki układam na lekko natłuszczonej blasze i ponownie odstawiam do wyrośnięcia.
Z rozbęłtanego białka i ziół tworzę ziołową mieszaninę i smaruje puchate placki(za pomocą pędzelka),w których uprzednio zrobiłam małe wgłębienia na wzór focacciaty.

Piekłam 25 minut w 190 stopniach.
Na spodzie piekarnika warto umieścić naczynie z wodą,zapobiegnie to nadmiernemu wysychaniu ciasta.







Jours savoureuse!

10 komentarzy:

  1. Nie potrafię piec drożdżowego rano. Wstaję zwykle glodna jak wilk i jakiekolwiek czekanie by mnie zabiło ;]
    Wszelkiego rodzaju drożdżówki piekę zwykle kiedy nie mam planów, a za oknem szaruga, ktora nie nastraja do tego, by próbować to zmienić. Wtedy mogę spokojnie czekać aż porządnie wyrośnie, nie denerwując się, że gdzieś nie zdążę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpisuję się pod komentarzem monami, ja też bym nie potrafiła rano czekać na jedzenie. :P Ale chlebek musiał być przepyszny. :D
    U mnie największy problem z przyzwyczajeniem się do mojego nowego wyglądu miała babcia. Moja mama przeze mnie sama zaczęła się odchudzać, mimo, że zawsze była szczupła i teraz, choć nie chce się do tego przyznać, cierpi na to samo co ja - liczenie kalorii, wyrzuty sumienia. Z taką różnicą, że ja zaczęłam jeść więcej, ona wciąż trzyma się minimum i nie chce słuchać, jak ją proszę, żeby jadła więcej. A mi to też nie ułatwia, nie mam wyrzutów sumienia, dopóki nie widzę, że moja mama je mniej. Rozpisałam się trochę, ale czasem mam po prostu taką potrzebę ekspresji :P

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mmm..bardzo fajna alternatywa dla zwyczajnych kanapek:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj, ale zjadłabym taką domową, ciepłą bułeczkę! No, mobilizujesz mnie, aby w końcu wziąć się za użycie drożdży. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo już sobie wyobrażam ten cudowny zapach. Same pyszności :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Również się podpisuję, drożdżowe by przeszło jedynie, gdybym je na noc zostawiła do rośnięcia.. chociaż bałabym się, żeby nie wyrosło na cały świat :D Taki chlebek to raczej drugie śniadanie lub później :) Ale musiał być pycha i cieszymy się, że miło zaczęłaś dzień :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Na drożdżowe też nie chciałoby mi się rano czekać... Czasem zrobię sobie coś, co wymaga dłuższego przygotowania, ale nie aż tak :)
    Biała mąka nie jest aż taka zła raz na jakiś czas, ale ja np. mam mniejsze wyrzuty sumienia, jeżeli użyję jasnej mąki, ale np. orkiszowej czy też żytniej.
    Moi rodzice wciąż nie chcą się do końca przyzwyczaić, ale moja mama np. przeszła z tym na porządek dzienny, że mówi mi, co planuje na obiad i pyta, czy będę chciała to jeść. Zazwyczaj wolę sama coś sobie upichcić :D

    OdpowiedzUsuń
  8. na sam widok zdjęcia aż poczułam zapach tej bułeczki ^-^ mmm! Także obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochanie, to że ja daję jakiś przepis to nie znaczy że korzystałam z niego dzisiaj czy wczoraj ;) tylko mam sporo zaległości i dużo fotek na kompie więc powoli nadrbaiam. Ten deser akurat jadłam jakoś w środę ;)) Gdybym tyle jadła to z 150 kg bym wazyła ;P a ja akurat zwracam uwagę na kalorie itd :]

    OdpowiedzUsuń
  10. ahaa.. oczywiście tamten komentarz był nie obrażając nikogo przy tuszy :( bo trochę głupio napisałam i osoby które maja więcej ciałka mogą się pogniewać :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)