Odnalazłam mój mały,niebieski pamiętnik.
Kto by pomyślał,że rysujący się na nim bukiet polnych niezapominajek zostanie ze mną na dłużej:)
W miejscu,gdzie wyrażam uczucia,rozwiane myśli.
Skrzętnie zapisuję każdy ważny moment,by móc powrócić do niego w przyszłości.Przeanalizować,zrobić rachunek sumienia?
tego nie wiem,przyjdzie odpowiednia pora.
Kiedy,tak przeglądałam dawno nie dotykane zielone kartki,przypominając sobie od dawna nie widziane osoby..poczułam smutek.
Lekką tęsknotę za tym co nie wróci,co już dawno za mną.
Jeden wiersz tchnął we mnie nowe pokłady optymizmu.
Oby na długo.
Najpiękniejszą sztuką w życiu
jest śmiać się zawsze i wszędzie.
Nie żałować tego,co było
I nie bać się tego, co będzie.
Od strony kulinarnej..
odchodzący tydzień obfitował w typowo mączne,domowe dania.
Lubię wtedy zapach kuchni.
Intensywny i taki Nasz.
Były ulubione ruskie lepione razem z mamą i babcią.3 pokoleniowe;)
A,jeśli dodamy rodzinne oglądanie, cudem przegranego z kasety vhs wesela rodziców robi się na prawdę miło,niczym z sielankowych opowieści.
Weekend natomiast upływa pod hasłem na zielono.
Zaskakująco smaczne połączenie tradycyjnych,polskich kopytek i szpinaku.
najnowsze odkrycie z nutką ekstrawagancji.
Kopytka szpinakowe
wg własnej inwencji;)
Pół kilograma ugotowanych ziemniaków
łyżka mąki ziemniaczanej
2 szklanki mąki pszennej
jajko
200 g mrożonych liści szpinaku
2 ząbki czosnku
sól
pieprz
majeranek
łyżeczka masła
Ziemniaki przeciskamy przez praskę albo gnieciemy widelcem.Dodajemy mąki ,jajko,dobrze odsączony, szpinak , wcześniej chwilkę podduszony na małym ogniu z masłem i czosnkiem (ok 10 minuty)do odparowania wody,doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz ziołami. Wyrabiamy ciasto , robimy wałeczki i kroimy małe kopytka.Należy pamiętać ,że trzeba to robić szybko, ponieważ kopytkowe ciasto lubi się rozpływać.Gotujemy we wrzątku z dodatkiem oliwy do momentu wypłynięcia.
Podajemy z odrobiną miękkiego masła,które pod wpływem ciepła szybko Nam się roztopi lub pokropione oliwą z kleksem jogurtu greckiego i oprószone świeżym pieprzem.
Smacznego!
dobrych,ostatnich dni lutego!



Na 100% wyprobuje szpinakowe kopytka! uwielbiam szpinak a na kopyta od dawna mam ochote :)
OdpowiedzUsuńja nie lubie wracac do swoich pamietnikow... kilka razy czytalam wstecz i nie podobalo mi sie to uczucie ktore mnie ogarnialo. pewnego razu skonczyly w kominku i nie zaluje tego...
to jest jakieś rozwiązanie..lecz porzucone w kominku nie wróci.
UsuńAle tu u Ciebie fajnie:)
UsuńOooo,kopytka lubię,szpinak też,więc czemu by tego nie połączyć?Super!:))))
OdpowiedzUsuńa,warto;))
Usuńuściski!
Ja sama wracam często do moich pamietników z dzieciństwa, ba- sama nadal piszę ;) Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraaszam do mnie :)
OdpowiedzUsuńja w bardzo wczesnym dzieciństwie pisywałam pamiętnik,tak dla siebie,nie wiem skąd się to wzięło kilkuletniemu dziecku;)teraz ta strona jest moim pokrzepieniem;)
Usuńpozdrawiam!
ostatnio również trafiłam na mój stary pamiętnik, takie czytanie przyprawia o smutki i o radość jednak uświadamia ile jeszcze cudownych chwil przed nami do przeżycia :)
OdpowiedzUsuńdziękuję Ci za te słowa!bardzo..
Usuńpozdrawiam ciepło!
nie lubie czytac straych pamietnikow, przywodza na mysl piekne chwile ktorych juz nie ma i te smutne ktorych nie warto wspominać.. moze za 40 lat ;)
OdpowiedzUsuńlukniesz do mnie? ;) bo dużo 'obserwuje' i ja dużo komentuje, a mało mnie odwiedza :< - nie mowię o wszystkich. :(
za 40 lat,to na pewno będzie nie lada gratka;)
UsuńUwielbiam takie kopytka :) Tylko jeszcze nie udało mi się zrobić zadowalającego zdjęcia, więc przepis czeka i czeka na publikację.
OdpowiedzUsuńA taki pamiętnik to świetna sprawa, można odgrzebać wspomnienia ;)
każdy pretekst jest dobry do kolekcjonowania wspomnień,i tych dobrych i tych drobinę mniej.
Usuńpozdrawiam!
Świetna zwrotka, bardzo podnosząca na duchu:) Dawno nie jadłam kopytek, powinnam zrobić sobie taki "mączny" tydzień:) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńo to chodziło w największej mierze;)
Usuńpozdrowienia!
"Nie żałować tego,co było
OdpowiedzUsuńI nie bać się tego, co będzie."
Bardzo mądre słowa Moniko:)
a dziękuję!od przyjaciółki.
UsuńJestem zupełnym przeciwieństwem Twojego wiersza...
OdpowiedzUsuńmoże warto to zmienić..ja do niedawna miałam podobne przeświadczenie i powoli doszłam do wniosku,że nie jednak zacząć zupełnie nowy,ekscytujący etap.wierzę,że przyszłość będzie wtedy jaśniejsza,po prostu.
Usuńuściski!
Bardzo smakowite kopytka. Niestety lepienie pierogów z babcią też przeszło i już nie wróci. Beztroskie dzieciństwo również odchodzi w niepamięć. To smutne odczuwać motyw Vanitas tak intensywnie.
OdpowiedzUsuńdla mnie powroty do przeszłości są niczym mantra skłaniająca ku dobrym myślom.
UsuńHmm, taki wiersz warto czytać każdego poranka. Warto go wbić sobie do głowy :).
OdpowiedzUsuńTeż czasem tak sentymentalnie patrzę w przeszłość...
Szpinakowe kopytka - fajny pomysł :)
dobrze piszesz;)warto iść z nim przez życie.
Usuńpozdrawiam!
Twój pamiętnik odnaleziony...Wspaniale.
OdpowiedzUsuńI to 3-pokoleniowe gotowanie.Bardzo bym tak chciała.
A kopytka,ach wyjątkowo dla mnie!
Ciepło Cię pozdrawiam.
to była duża radość,kiedy spoglądając na niego napawałam się sielskim bukietem kwiatów w tytule bloga;)
Usuńkopytka wyjątkowe?to życzę smacznego;)
pozdrawiam gorąco!
Będąc u Rodziców muszę poszukać takiego pamiętnika, do którego wpisywali mi się Koledzy i Koleżanki;););)
OdpowiedzUsuńA takie 3-pokoleniowe gotowanie musi być fantastyczne!
Pozdrawiam ciepło!
dawne,szkolne pamiętniki mogą powiedzieć wiele,w prosty sposób uzmysłowić ,czego tak naprawdę pragniemy.
Usuńgotowanie z babcią przede wszystkim zawsze jest dla mnie niezwykłą ceremonią wręcz;)
ciągle uczę się jej doskonałego kunsztu!
uściski!
Hmmm... U nie to byłoby niemożliwe ;)
OdpowiedzUsuńGotowanie na 3 pokolenia.
Kopytka ze szpinakiem - jadłam!
Kiedyś w włoskiej restauracji, a może na włoskim stoku, w barze, tak, tak...
Gnocchi spinaci ;) Chyba z jakimś sosem dodatkowo... Beszamelowym... Nie pamiętam :))
Chyba podobne w smaku, pamiętam, że mi smakowąło bardzo. Spróbuje z Twojego przepisu!
Tamte były włoskie pierożki, lae myśle, ze mają wile wspólnego. Tylko, ze do farszu, oprócz szpinaku coś dużo więcej było :))
Chyba sobie ten wiersz wydrukuję i gdzieś powieszę.
Oby został z nami na dłużnej.
Pa, pa! ;)
gnocchi to co prawda nie to samo co nasze rodzime,zwykłe kopytka,ale bardzo podobne.
Usuńjedzone we Włoszech na pewno smakują wyjątkowo!i ten sos beszamelowy mm;)
dobry patent z tym wierszem;)chyba splagiatuje;)
pozdrawiam Cię!
nowy wymiar kopytek :)
OdpowiedzUsuńmiło byłoby odszukać własne myśli sprzed kilku lat...
nawet bardzo!
Usuńpozdrawiam!
Piękny post.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię:)
dziękuję ślicznie:)
Usuńwszystkiego dobrego!
eureka! dzięki za te kluski szpinakowe:))jutro będą u mnie na obiad:)
OdpowiedzUsuńuściski!
J
kluseczki dobre na wszystko;)
Usuńpozdrowienia!
często wracam do moich pamiętników a mam ich sporo, najzabawniejszy to z czasów podstawówki... miałam takie "poważne problemy" ;) pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuńtak..znam te "poważne problemy";)
Usuńpozdrawiam Cię gorąco!
Piekne wrazenia i bardzo pieknie sa zfotografowane!! (Przepraszam za moj slaby polski...)
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo!
Usuńnie taki słaby;)
przymierzam się do takich szpinakowych kluseczek od tygodni:) ale mi teraz apetytu narobiłaś:)
OdpowiedzUsuń;)
Usuńa ja tak bardzo, bardzo lubię szpinak w każdej postaci, że na pewno skosztuję tych kopytek.
OdpowiedzUsuńTeż mam gdzieś w czeluściach swoje dwa pamiętniki, a raczej zapiśniki- myśli, cytatów, piosenek, ważnych momentów. Nie często do nich zaglądam, bo kończy się to nostalgią i smutkiem za tym co było...
podobnie,jak ja,przepadam za nim;)
Usuńpamiętniki z dawnych lat to ważna rzecz,pozwalają ukształtować myśli,zatrzymac się,lubię je przeglądać i nie boję się nostalgii,jest troszkę budująca w moim mniemaniu.
uściski!
Wonderful images on this blog!
OdpowiedzUsuńYou have a very special style!
♥ Franka
I thank you for such pleasing words in my direction:)
UsuńI more often invite!
I am greeting.
Ja większość moich pamiętników upchnęłam gdzieś za szafą, żeby nie wracać myślami do pewnego okresu.
OdpowiedzUsuńUwielbiam kopytka. Próbowałam już takich z brokułami, a szpinakowe muszą być równie smakowite:). I zdrowe:)
z brokułami powiadasz?jakoś nie mogę sobie tego wyobrazić,ale na pewno by mi posmakowały;)
Usuńżałuję, że swoje pamiętniki zniszczyłam dawno temu, jak trochę podrosłam wstydziłam się tego co tam wypisywałam. Teraz miałabym kupę zabawy i masę wspomnień...
OdpowiedzUsuńKluseczki szpinakowe chodzą mi od dłuższego czasu po głowie, Twoje są bardzo apetyczne
szkoda,ale traćmy czasy na to,co nie wróci..będą piękniejsze momenty,na pewno!
Usuńuwielbiam tu wchodzić. Za każdym razem, gdy czytam nowy wpis, na moim serduchu robi się ciepło.
OdpowiedzUsuńMoniko, musisz być wyjątkową osobą:)!
ps. dziś na moim stole zagościły kopytka szpinakowe:)
jak mi miło to czytać:)dziękuję Ci bardzo!zapraszam częściej!
Usuńi co,smakowały?
3 pokoleniowe pierogi - bezcenne!... i bardzo mi sie podoba tak zielona ekstrawagancja z nutą ekstrawagancji:)) pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńoj,tak!zawsze fascynowała mnie stara,dobra kuchnia,a taka rodzinna to niezłe doświadczenie;)
Usuńpozdrawiam i ja!
Moja mama robi podobne kopytka, pyszności! ;3
OdpowiedzUsuńtakie stare, rodzinne przepisy są najlepsze i mają ten klimat.
klimat!zawsze i wszędzie:)
UsuńUwielbiam takie odkrycia, połączenia nowoczesnych przepisów z tymi tradycyjnymi. Do tego wszystkiego kopytka do domowe smaki, a z dodatkiem szpinaku na pewno ciężko wrócić do dawnego przepisu :)
OdpowiedzUsuńposmakowały mi,myślę,że często będę do nich wracać,ale tradycyjne z ciepłą bułką tartą i naturalnym jogurtem są niedoścignione;)
UsuńMój pamiętnik bardzo dawno temu dostał nogi i poszedł sobie w siną dal .Nikt nie wie gdzie ,a szkoda bo chętnie zanurzyłabym się we wspomnieniach o chwilach i osobach z kubiem kawki.Pozostało tylko to co w sercu
OdpowiedzUsuńKopytka idealne .Bardzo lubię z takimi dodatkami
to bardzo miłe uczucie,kiedy po latach możemy przypomnieć sobie miłe chwile z przeszłości,jednak coraz bardziej zaczynam wierzyć w perspektywę przyszłości,tej lepszej,pełnej życia)
Usuńpozdrawiam Cię!
Ten kto napisał ten wiersz wiedział o czym pisze.
OdpowiedzUsuńJest mądry i z przekazem.
Pozdrawiam.
potwierdzam:)
UsuńPamiętnik.. ciągle mam zachowany jeden, ten "najświeższy" choć pisany już dość dawno. Trochę niechętnie, ale jednak z ciekawością raz na jakiś (raczej długi) czas do niego zajrzę, mam jednak jakieś takie mieszane uczucia czytając go.
OdpowiedzUsuńA co do kopytek to jeszcze własnych nie robiłam, ale strasznie mam ochotę na nie ostatnio! Podoba mi się Twoja zielona wersja.