sobota, 14 kwietnia 2012

sobota wieczór.brak czasu.




Korzystając z chwili,kiedy mogę tutaj zajrzeć,chciałam podzielić się z Wami niezwykle interesującym projektem kulinarnym,jeśli mogę to tak określić..

Uczta w polu
"Ten rząd stołów pośrodku pola,wciśnięty między zagon marchewek a grządkę groszku nie jest instalacją współczesnego artysty.Nie czeka też na przyjazd weselnych gości.Późnym popołudniem usiądzie do niego ok.150 obcych sobie osób.Niektórzy na to wydarzenie czekali kilka miesięcy,inni przylecieli samolotem  z drugiego końca kraju,jeszcze inni uczestniczą w nim po raz kolejny-czekając cierpliwie przez okrągły rok.Każdy z gości zapłacił za ten wieczór ok.200 dol.na głowę,a mimo to musi przyjść z własnym talerzem.
Co takiego niezwykłego będzie się tu działo?"







































Uczta,bo o nią tutaj chodzi,rozpoczyna się tradycyjnie o 16.
Właściciel gospodarstwa rozprawi wykład o swoich uprawach-organicznych warzywach,niepryskanych owocach,pokaże szczęśliwe kury i krowy,zdradzi m.in. tajniki produkcji organicznego wina.Na końcu opowie(i to nie ukrywam,najbardziej mnie frapuje)o metafizycznym wymiarze jedzenia.

Już sam tytuł i sielskie zdjęcia przykuły moją uwagę,kiedy po,nie powiem całkiem przyjemnym dniu przysiadłam na krześle miejskiej czytelni i bez zastanowienia,impulsywnie sięgnęłam po wysokie obcasy.Szczegółowe opisy wspólnego posiłku,wręcz emanują radością życia,można odczuć celebrację każdej małej chwili zawieszoną gdzieś pomiędzy..tak,to odczuwam.
takie zwykłe,jak mogłoby się wydawać,a równocześnie zabarwione nieodpartym urokiem.


























(...)"A kiedy wszyscy już porządnie zgłodnieją,zaprosi ich do długiego stołu zasłanego śnieżnobiałym obrusem.Wino będzie się lało bez umiaru,a na talerzach raz po raz będą lądowały  dania,o jakich nigdy nie śniło się podniebieniu".


A to wszystko na prowizorycznej,polowej kuchni ukrytej pod drzewem,aby szybko można było sięgnąć do przydomowego ogródka po garść świeżo ściętych ziół.
Czy to nie brzmi wspaniale?

Jednak muszę Was zmartwić,a przynajmniej niektórych..
te magiczne,polne seanse odbywają się w US.Od Kaliforni po NY,przez Alaskę po Nowy Oregon.
Wszystko to za sprawą Jim'iego Denevan'a.Od kilkunastu lat organizuje kolacje pod gołym niebem.Jego filozofia jest prosta;


skierowanie ogólnej uwagi na farmerów i producentów żywności w regionie zamiast na wielkie jadłodajnie i supermarkety,wrócenie do korzeni/tradycji tkwiących w Nas przez cały czas i tylko czekających na wcielenie ich w życie,stworzenie społeczności wokół wielkiego stołu,a co za tym idzie samouświadomienie,że dobre,wolne od chemii jedzenie łagodzi obyczaje,łączy i uczy.

Rozmarzyłam się troszkę,po przeczytaniu ostatniego zdania pomyślałam...fajnie byłoby zasiać podobny pomysł na Naszym polskim gruncie,ale na początek zacznę od własnego domu,a raczej ogrodu i majowych imienin:)






Wysokie obcasy
Uczta w polu
tekst.Agnieszka Jucewicz.




**

 i obiecany przepis na mamine ciacho z poprzedniego wpisu,po którym pozostało oczywiście jedynie słodkie wspomnienie..pasuje na każdą okazję;)
No to pieczcie!

































Odlać troszkę mleka,resztę z cukrem zagotować,w zimnym mleku rozprowadzić mąkę.Do gotującego się mleka wlać mleko wymieszane z mąką i ugotować na gęsty budyń bez grudek.
Dodać margarynę i energicznie mieszając utworzyć krem.Warstwami ułożyć królewca posmarowanego budyniową masą.Udekorować.
Najlepszy następnego dnia.
smacznego!






























dużo słońca dla Was!
a,ja uciekam.







27 komentarzy:

  1. Czytałam o też o tym;) Chciałabym wziąć udział w takiej kolacji;););) Świetna idea!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może kiedyś ktoś zorganizuje coś podobnego w Naszym,pochmurnym kraju;)póki,co trzeba brać sprawy w swoje ręce i szykować ogródki;)
      dobrego tygodnia!

      Usuń
  2. Wspaniały pomysł - myślę że każdy chciałby wziąć udział w takiej kolacji - coś pięknego :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny pomysł :) I zazdroszczę już tych imienin!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczne przedsięwzięcie, nie słyszałam jeszcze o takich spotkaniach. Nie dziwię się, że uczestnicy przyjeżdżają z bardzo daleka, i mają ze sobą "swój sprzęt". Tak, jak napisała Ania, też chciałabym uczestniczyć w takim biesiadowaniu...Spotykasz nowych, zupełnie obcych ludzi przy stole, i często zdarza się, że po kilku zdaniach z nową poznaną osobą rozmawiasz o wszystkim. Fenomen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heidi,dokładnie!w tym cała magia smakowitego projektu:)
      a,właśnie przyszło mi do głowy takie spotkanie pod chmurką wśród blogerów;)w końcu idzie maj,czas spotkań na łonie natury,to by było coś;)
      pozdrawiam!

      Usuń
  5. Pomysł jest godny uwagi:) Uwielbiam jak już jest na tyle ciepło, że mogę z rodziną jeść posiłki na świeżym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to wspaniałe uczucie!mam podobnie:)
      pozdrawiam!

      Usuń
  6. Wow cóż za pomysł ! rewelacja i aż zazdroszczę ;p .. Świetnie ! Pozdrawiam, www.monika-paula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja właśnie tego wydania "WYsokich" oczekiwałam i szukałam, dziwne , bo nieskutecznie, wybieram się do sklepu bo mnie zaintrygowałaś ; ) Przepis świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybieraj się,wybieraj,jest po co;)

      Usuń
  8. Coś niesamowitego, musi to odbywać się w spaniałym klimacie :) Przepysznie !
    Uściski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj,na pewno! chyba nie osiągalne w naszej,polskiej rzeczywistości,choć kto wie..
      najważniejsze to jednak poczuć ów radość we własnym wnętrzu,otworzyć się na nowe innowacje,czerpać garściami to co może być nam dane,tak po prostu.
      już nie mogę się doczekać ciepłego maja,zapachu bzów i posiłków w ogrodzie;)
      ściskam!

      Usuń
  9. Oj zamarzyło mi się takiej kolacji ;) PS śliczny obrus ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie obrus,a raczej serwetka wprost z babcinej szafki;)uwielbiam!
      pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  10. cudowna ta inicjatywa..chciałabym w czymś takim uczestniczyć:)
    uściski i udanej niedzieli Monikk:))*
    J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet nie wiesz,ja ja mam wielką ochotę;)co to by było za przezycie..ech
      dziękuję Ci bardzo!
      pięknego tygodnia!

      Usuń
  11. ostatnie zdjęcie - niesamowite <3
    ps. uwielbiam przepisy zapisane na starych kartkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to cała magiczna istota tego przepisu;)

      Usuń
  12. Świetny pomysł z tą ucztą!

    OdpowiedzUsuń
  13. mnie tez ten pomysl zauroczyl, u nas w domu dlugo dyskutowalismy na temat *teleportacji* koncepcji *uczty w polu* na nasz polski lub niemiecki grunt, np. w kontekscie ruchu slow food...
    Moze zrobimy to razem Moniko? fajnie by bylo :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alice,od kilku dni myślę nad tym fantem nieustannie;)bardzo lubię podobne akcje,a dodatkowo poznanie nowych,inspirujących osób byłoby czymś niezwykle wartym zachodu;)

      Usuń
  14. Też wciągnęłam się w ten artykuł (tak na marginesie lubię WO) i nie mogłam się napatrzeć na zdjęcie stołu.
    Jak tylko gdzieś w Polsce coś takiego się zadzieje koniecznie daj znać ;)

    P.S. Czy jest szansa, że literki u Ciebie choć odrobinkę ściemnieją? ;) Troszkę ciężko mi się zawsze czyta :(

    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście,że dam;)też czekam na coś takiego z wielką niecierpliwością,chociaż wiem,że będzie ciężko w naszym,bądź co bądź mało otwartym kraju..zaczynam planować majowe pikniki;)

      PS jasne;)

      Usuń
    2. Majowe pikniki - rewelacyjny początek :))

      PS dziękuję :*

      Usuń
  15. Dziękuję za przepis! Już zanotowałam! :-)
    Będzie pieczenie ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie;)daj znać,jak poszło!
      pozdrawiam!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)