niedziela, 7 października 2012

Lista przyjemnych przypadków.O barwie pomarańczy




Szybki piątek przemknął przed oczyma,niczym niezauważalny podmuch silnego wiatru targający poplątane włosy na 4 strony świata./co niekiedy lubię,ale znacznie częściej wyprowadza mnie z równowagi..!

Szczęśliwym trafem przyjemnych przypadków ów dzień zapoczątkowujący wielbiony przez znaczną część społeczeństwa weekend mija pod znakiem pozytywnych doświadczeń.
Enigmatyczna pani socjolog monotonnie prowadząca niezbyt porywający monolog. Przybranie w soczystą czerwień szminki i lakier na paznokciach znacznie odciągało moją uwagę od głównego wątku spotkania.
Chwila zastanowienia    nieco bardziej dynamiczny spacer,niż zwykle i jestem w delikatesach.Ze zniecierpliwieniem badam kolorowe półki pomiędzy długimi alejkami sklepu.Nagle źrenica zawieszona na wysokości działu przyprawy świata przybiera, coraz szerszą pozę.Po chwili,z niewielką puszką kokosowego rarytasu podążam w stronę kasy,ale nie ma tak łatwo.Po drodze wzrok przyciąga klimatyczne stoisko bogate w barwy jesiennych warzyw.Bez namysłu porywam małą,wykropkowaną zielonymi plamami dynię hokkaido i bez zbędnych przystanków kieruję się do wyjścia.Spojrzenie za zegarek.Najbliższy przystanek.1.I kwadrans dla siebie.
W pokoju,czekała już czerwona walizka.Jeszcze kilka rzeczy i kolejny przystanek przede mną.Rzut oka przed zamknięciem drzwi oszklonych nieprześwitującą,białą szybą.

Dworzec.
Broniąc się przed nachalnymi podmuchami chłodnego wiatru na zmianę z uporczywymi osobnikami nie mającymi za grosz zasad moralnych rozmyślam nad zawartością leżącego obok bagażu.Wiedziałam.Nie mogło być inaczej.Z moją organizacją...świeży,kupiony przed kilkoma dniami tymianek roztaczający aromatyczną woń w zakamarkach nowego pokoju zaznajomi się z nim jeszcze bardziej,a ja z miną nietęgą zostałam zmuszona improwizować i znaleźć zielony zamiennik do planowanej dyniowej w sobotnie przedpołudnie.



I,tak też się stało.W ogrodzie pełnia warzywnych akcentów.Z przyjemnością zagłębiam się w swojskich zapachach jasno zielonej pietruszki,wykopuję pora,seler,zbieram papryczki.Brakowało mi tego.

W między czasie nastawiam bulion warzywny na bazie,w.w.działkowych skarbów,a także tych już zebranych,wyciągniętych z worka korzeni pietruszki i marchwi./tą ostatnią najczęściej ścieram na tarce o drobnych oczkach,aby szybciej uwolniła swój witaminowy aromat i zarazem pięknie zabarwiła wywar.
Gotuję na wolnym ogniu,do chwili zmięknięcia warzyw i poczucia ciepłego,kojącego zapachu roznoszącego się po kuchni.ech..lubię to;)i nie ma żalu,kiedy okaże się ciut za duża porcja,niż ta jaką planowaliśmy.Domowy bulion pełen zdrowia zawsze znajdzie swoich amatorów,szczególnie w słotny weekend jesieni.Po prostu nalewam do miseczki,bądź kubka+size(obowiązkowo z pozostałymi,miękkimi warzywami !)i zatrzymuję chwilę.domową.jedną z niewielu ostatnimi czasy.

Całą,aromatyczną resztę wywaru dodaję do  krążącej po głowie od tygodnia  słonecznej w barwie dyniowej.
Przygotowana głównie na bazie połówki ogromnej dyni od pradziadka(zapalonego ogrodnika-amatora),która zdawała się czekać specjalnie na mnie.Ciężka,o twardej,nieprzystępnej skórce.Dałam jej radę/w pojedynkę(!),lecz był to pierwszy i ostatni raz w mej kulinarnej karierze.


Nie ukrywam,iż to weekendowe spotkanie z intensywnie pomarańczowym warzywem,można by rzec   barwnym symbolem października  było tym premierowym.Po raz pierwszy postanowiłam zmierzyć się z okrągłym,namacalnym podmiotem jesiennej kuchni.
Jednak,ulubionym doznaniem zarówno smakowym,jak i ze względu na zapach był dla mnie nie sam efekt końcowy w postaci kremowej zupy wzbogaconej delikatnym kokosowym posmakiem i nutą orzechów,ale etap pieczenia pokrojonych,dyniowych kawałków skropionych oliwą z nutą soli.Kwestia przypadku.
Można zakochać się w ich ciemno-złotej barwie jesiennego,popołudniowego słońca,pod którą skrywa się miękkie,słodkie wnętrze z lekko postrzępionymi,skrzącymi się pod wpływem temperatury chrupiącymi włoskami na bokach.
Następną dynię spożytkuję w ten oto prosty,acz zadowalający zmysły sposób.Piękno prostoty./w tym wypadku, tymianek zapakuję nawet kilka dni przed;)

Póki co,przejdę do meritum kulinarnej propozycji tego tygodnia.
Rozgrzewająca,sycąca,gładka i kremowa.Okraszona kleksem jogurtu i chrupiącą posypką z orzechów włoskich.Prawdziwy jesienny smak.



Kokosowa dyniowa 
na podst.przepisu Moniki z Grabiny

1,5 kg dyniowego miąższu(dyniowa otoczka posłuży Nam jako pełen uroku garnek)*
500 ml warzywnego bulionu/na bazie ogrodowych warzyw
cebula
4 łyżki oleju
papryczka chilli lub sproszkowana przyprawa/niewielka szczypta
400 ml mleczka kokosowego
łyżka octu winnego lub pół szklanki białego wytrawnego wina
korzeń świeżego imbiru
łyżeczka kurkumy
1/3 łyżeczki gałki muszkatołowej
sól,pieprz
szczypta cukru
świeży tymianek(opcjonalnie)
okruchy orzechów włoskich
jogurt


Umytą dynię oddzielam od skórki i kroję na średniej wielkości kwadraty.Układam na wyłożonej pergaminem dużej blasze,skrapiam oliwą i oprószam odrobiną soli.Piekę w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez godzinę.Jasne w początkowej fazie kawałki powinny przybrać delikatnie złotą barwę. Upieczoną,jeszcze gorącą wkładam do miksera wraz z dodatkiem 1/4 łyżeczki posiekanego,świeżego tymianku(opcja) i tworzę puree.Gęste i jedwabiste./w tym wypadku(przeciwnie do musu z pomidorów i papryk)nie przyjmuję innej wersji,niż idealnie zmiksowany krem,bez grama warzywnych okruchów zagłębionych w pomarańczowej toni;)

Olej rozgrzewam w garnku, wrzucam cebulę, a następnie ścieram ok. 1.5 łyżki imbiru, dodaję chilli, kurkumę - wszystko duszę kilka minut. Powoli dodaję puree z dyni i dolewam wywar - zupa ma mieć kremową konsystencję, zagotowuję.
Do gorącej (ale już nie gotującej) dodaję mleko kokosowe oraz wino/ocet, doprawiam solą, cukrem oraz pieprzem/sporą dawką.
Podaję z gęstym jogurtem i orzechami.

*za naczynie posłużyła mi nasycona oranżowym pomarańczem mała dynia hokkaido/kupiona już we wcześniej wspomnianych delikatesach.




W wazonie październikowe astry z babcinego ogródka.
Na przedłużenie okruchów weekendu.

jest i jabłecznik spod wprawnej ręki.babci oczywiście;)ale o nim i złotych renetach, może innym razem. 


miłego tygodnia!
m.


27 komentarzy:

  1. ciekawe połączenie dyni z kokosem, chętnie bym spróbowała! Tobie też miłego tygodnia:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny sposób na podanie zupy, miseczka z przykryciem ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. widziałam dziś piękną dynię w delikatesach i po przeczytaniu twojego wpisu zaczynam żałować, że jej nie zakupiłam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dynia już kupiona... zupę zrobię w tym tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. troche mnie Tu nie było a tu tyle zmian...
    Moniko, życzę jak najmilszego przyswajania nowych katów i zwyczajów!. Cudowna przygode rozpoczynasz:)))
    Wrocław jest piękny!, a mogę zapytać jakie studia wybrałaś?:))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Agnieszko!/wakacje zobowiązują;)mam nadzieję,że wypoczęłaś:)

      znasz Wrocław?:)każdego dnia przekonuję się o jego niezwykłym uroku.przede wszystkim pośród zapomnianych zaułków,drzewiastych,zacienionych alej,jesiennie ubarwionych parków..takich pięknych w blasku jasnego słońca./może podpowiesz,gdzie mogłabym się jeszcze zagłębić i poznać kolejne,klimatyczne zakątki z Twojego punktu widzenia;))?

      to,czym się będę zajmowała i uzmysławiała sobie;) przez nadchodzące kilka ładnych lat jest z pogranicza nauk medycznych,po części także społecznych i psychologicznych,czego się nie spodziewałam,ale to,jak najbardziej miłe zaskoczenie:)szeroko pojęte obcowanie z pacjentem/promocja zdrowia,projekty medyczne,walka z nałogami.ot,tak pokrótce:)

      dziękuję za wizytę!

      Usuń
  6. Pięknie podane danie :) Zupy jeszcze nie robiłam, ale 'dyniowe frytki' już tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie,to kwestia przypadku z tymi dyniowymi,chrupiącymi kąskami;))piekłam,bo tak mowił przepis,ale później(szczerze)żałowałam,że nie zostawiłam ich w tej prostej,ale jakże wyśmienitej postaci;)następna dynia będzie na pomarańczowe frytki;)pyszności!

      Usuń
  7. bardzo ciekawe połączenie, do tej pory jadłam na ostro zupę dyniową:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i w takiej wersji polecam Ci ją próbować;)wymaga sporego nakładu charakternych przypraw/przynajmniej dla mnie;)

      Usuń
  8. Dynia to chyba moja największa jesienna miłość. I uzależnienie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale smakowity dyniowy weekend miałaś :-)
    Piękne zdjęcie w nagłówku blogu, bardzo mi się podoba.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)dziękuję!
      ale tym prawdziwym,niezapomnianym smakowym doznaniem były dyniowe,chrupiące frytki;)do powtórzenia,może z jakimiś ziołami..:)

      Usuń
  10. piękne astry!
    zupa dyniowa to coś, do czego się jakoś nie mogę zabrać. a szkoda pewnie!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten miks z kokosem wydaje się być niezwykły. Ja wczoraj zajadałam się dynią pieczoną z rozmarynem. Coś wspaniałego.

    OdpowiedzUsuń
  12. Postaram się w języku polskim. Twoja dynia kokos wygląda pyszne.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dyniowa jest super, ale Twoja jeszcze tak pięknie podana! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepiękny ten ostatni wpis.
    Ubierasz litery w tak pięknie słowa, jak dzisiejsze słonce ubrało wszystko w kolory, w parku, przez który dziś przechodziłam.
    Uwielbiam.

    A, i jak kilka dni temu, zaraz w peirwszy poniedizłaek dla studentó jechałam trmwajem, to włąsnie o Tobie myślałam. Słuchjac tych wszystkich studenckich rozmó o wykłądach i pokojach, które trzeba wynająć/zmienić.
    ;)
    Cieszę sie, że jest dobrze.
    Śiciskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toniu!jak,ja lubię Twoje krótkie historie zwykłych/niezwykłych dni:)/parki o tej porze to coś pięknego!

      też często słyszę podobne tramwajowe rozmowy;)lubię to/przypadkowo dowiaduję się,że nie tylko ja jestem sama z tymi wszystkimi "problemami" w środku wielkiego miasta;)kojące;)

      dziękuję Ci bardzo za ten komentarz!

      uściski!

      Usuń
  15. Czytam z zachwytem!
    Słowa takie mi bliskie...
    A dyniowa zupa jak z bajki.
    Pysznie ja pokazałaś i ugotowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  16. squash! I have to prepare it. Or ask grandma to make her famous pies again.

    OdpowiedzUsuń
  17. Oh pumpkin is my favorite fruit! I love all about it!

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojej, wspaniała ta zupa. A Twój post przeczytałam z prawdziwą przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)