wtorek, 23 października 2012

Umilacze.blisko domu




Pracowita sobota kontra leniwa,rozłażąca się do granic możliwości niedziela.
Oba dni równie ciepłe i przyjemnie zaaranżowane.



Wbrew pozorom,lubię wszelakiej maści prace domowe.Po dosyć długiej(jak na mnie)nieobecności w rodzinnym domu,w którym to akuratnie urzęduje tylko tato, nie trudno się było domyślić co czekało mnie sobotniego poranka...
urozmaicające warianty dnia powszedniego  / a zatem dwie tury prania,sortowanego wg kolorów,wędrówka ze ściereczką po okolicznych meblach,taniec odmawiającego posłuszeństwa odkurzacza,wywijasy z miotłą przed wejściem,a do tego szczekające psiaki domagające się zapełnienia zielonych misek.Uff! chyba wszystko zostało powiedziane(napisane) i w końcu,ze zdwojoną siłą weekendowej sprzątaczki na etacie mogę szczerze oznajmić,że    pomogło! Potrzebowałam nadprogramowego rygoru,takiego co by dawał nieco odmienną satysfakcję od tej skumulowanej w murach uczelni,do której zdążyłam już przywyknąć(ubiegły czwartek dniem próby.udanej;)




Chwila odpoczynku. Haust świeżego powietrza nabrzmiałego wilgotną powłoką brunatnych liści.Czy tylko mnie się wydaje,że ta barwa najintensywniej odciska swe piętno na "zapachowym" klimacie jesieni?



Godzinna przejażdżka na długo nie używanym rowerze/jak ja uwielbiam to uczucie rześkiego,lekkiego wiatru we włosach połączonego z podziwianiem na własne oczy uzłoconego krajobrazu października.
Udał się Nam II jesienny miesiąc tego roku.Dziękuję za tę cząstkę słonecznego powabu,delikatne pajęczyny skrzące się,niczym diamenty w blasku porannych promieni,niezwykłe topole ubrane w swe szaro-cytrynowe odzienia,które tuż po przebudzeniu mogę podpatrywać z balkonu,z parującą i oddającą dłoniom swe kojące ciepło mleczną kawą.Umilający czas.



W efekcie odwiedzenia pobliskiego miasteczka i tym samym pewnego lumpexu, białą torbę wypełniłam ciepłym swetrem wpasowującymi się w jesienne retro klimaty.
Chyba,nigdy nie znudzą mi się wełniane,porozciągane kardigany pełne babcinych splotów.


Nie byłabym sobą,gdybym nie zanudzała Was kolejną wizytą u Babci.no bo,jak to tak.pojechać trzeba.  powiem więcej,naprawdę warto! by choć przez moment nacieszyć duszę z tygodnia na tydzień,coraz bardziej zmieniającą się atmosferą polskiej,wiejskiej jesieni.
Konferencje już nie tak twarde,jak zwykle/przyjemnie wgryza się w ich delikatne,nawet nieco zacienione od upadku wnętrze.
Skrzynki jabłek piętrzące się na betonowej posadzce korytarza.Zapachem przyciągające każdą,wrażliwą na uroki sezonowych darów osóbkę.
Tradycyjnie   sobotni jabłecznik/tym razem wypełniony idealnie wysmażonymi powidłami.miód na me zmysły.
I sałatka.Klasyczna,uformowana w zgrabne kule u szczytu zwieńczona fikuśnym kleksem domowego majonezu ukręconym na podstawie autorskiej receptury.
Z mojej strony różowy cyklamen owinięty równie intensywnym w barwie szeleszczącym papierem.Jednym słowem imieniny.Lubię te zwyczaje nasycone nutą tandety.Wychowałam się w świetle ich małostkowego nurtu i póki co nie zamierzam z niego rezygnować.Zbyt wcześnie usiadł w mej pamięci,żeby się go teraz machinalnie wyzbywać/wydziedziczać...



Pozostając w temacie przeszłości ugotowałam zupę.Zupę nie byle jaką,bo pomidorową.
Najzwyklejszy,poczciwy smak domowego obiadu,którego zapach zapamiętałam po dziś dzień.
Bywały takie szkolne tygodnie,kiedy to, po wejściu do kuchni prawie zawsze czekał na mnie pachnący talerz wypełniony nieco zgaszoną czerwienią.Nie ma się tutaj czego doszukiwać.Po prostu pomidorówka była i jest nadal moją ulubioną,zwykłą/niezwykłą zupą.Powracam do niej z sentymentem.Szczególnie do wersji z niepowtarzalnymi lanymi kluseczkami/był czas,kiedy ubzdurałam sobie,ze mama wymyśliła ów grubiutkie,sprężyste kluski specjalnie dla mnie i pewnie nikt inny ,jeszcze  nie miał okazji ich spróbować;)

Z białym ryżem również wiążą się niezliczone ilości wybrudzonych talerzy.
Ale dziś będzie najprostsza wersja z możliwych.Pomidorówka ze świderkami chodziła za mną od paru tygodni,jeśli nie lepiej.W końcu postanowiłam sporządzić jej wegetariańską postać/ta z dzieciństwa gotowana przez mamę była oczywiście na kości).Zamieniłam także klasyczne świdry na te z pełnego ziarna o wyrazistszym,gryczanym posmaku.Przed podaniem udekorowałam listkami świeżego tymianku,który moim zdaniem pasuje tutaj jak ulał,podkreślając zarazem smak zupy.



Pomidorówka z pełnoziarnistymi świderkami i tymiankiem

1,5 l bulionu warzywnego
słoiczek przecieru(200 g)
łyżka vegety
sól
pieprz
posiekany świeży tymianek+do podania
3 garście makaronu.

Bulion gotuję na bazie warzyw,jakie tylko nawiną się pod rękę;t.j. natka pietruszki,seler,por,marchew.Tą ostatnią pokrojoną w talarki pozostawiam w zupie,dodaję powoli przecier,przyprawy,a pod koniec świeży tymianek i ugotowany makaron/tylko nie rozgotowany;)Podaję  w wysłużonym,przedwojennym talerzu(strychowe znalezisko)z przybraniem ze świeżego tymianku.Czasem pokuszę się o wzbogacenie zupki dodatkiem gęstej,12% śmietany,ale akurat nie znalazłam jej w lodówce..:)

Macie swoje ulubione zupy z dzieciństwa,za którymi przepadacie po dziś dzień?chętnie przeczytam:)






Żegnam się piosenką Ani D.,która wpływa na mnie niezwykle pozytywnie.
Ogólnie cała nowa płyta emanuje dojrzałą wrażliwością,niecodziennym spojrzeniem na świat,skrajnymi emocjami płynącymi z wnętrza kobiety.
Lubię to!

31 komentarzy:

  1. w moim domu rodzinnym sobotnio-poranne sprzątanie to jest absolutny obowiązek, musst sein, warunek sine qua non i wszystko inne. szkoda, że nie wyniosłam tego nawyku w "dorosłe życie" :> (chociaż bardzo lubię sprzątać, serio!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)u mnie,póki co oscylacja na poziomie;)bo też lubię!

      Usuń
  2. Ale jesiennie! Mam;) Pomidorowa z ryżem;)
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też lubię,a wręcz przepadam:)

      uściski dla Ciebie!

      Usuń
  3. Właśnie koję uszy tą piosenką. Jakoś tak lekko na duszy... Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten weekend był faktycznie kwintesencją jesieni. Wiele mieniących się w słońcu różnokolorowych liści na tle czystego i idealnie niebieskiego nieba.
    Też ostatnio odwiedziłam lumpex i kupiłam kila swetrów za grosze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mieniące się w słońcu liście na tle idealnie niebieskiego nieba...jak to niezwykle ujęłaś Sylwio!szkoda tylko,że teraz ze świecą szukać podobnych chwil../w deszczu i mgłach też odnajduję spokój i ukojenie/na szczęście.

      widziałam te swetry(jeśli to te;)uwielbiam ich miękką fakturę,grube sploty z retro zabarwieniem.coś pięknego.w takich miejscach najczęściej je znajduję.przepadam za ich klimatem:)niektóre,to prawdziwe perełki.

      Usuń
  5. Zdecydowanie pomidorowa, ale z makaronem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten weekend był wspaniały, szkoda, że to pewnie były ostatnie chwile takiego słońca.
    Zakochałam się w pierwszym zdjęciu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, zapatrzyłam się na to zdjęcie z pajęczyną. Szkoda, że w najbliższy weekend ma być 5 stopni ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj pierwszy raz usłyszałam w radio wspomnianą piosenkę Ani - a tutaj i u Ciebie. Fajnie!
    A mnie się bardzo podoba pierwsze ujęcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania,ostatnio szturmuje stacje;)wcale się nie dziwię:)!lubię ją.od zawsze.

      Usuń
  9. Pomidorowa-ulubiona zupa mojego Pietruszki:)), robiona na setki różnych sposobów, ale nigdy z przecieru...hmm
    Anię lubię, dzięki za przypomnienie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy przecieru?;)u mnie od zawsze mama dodawała go garnka,więc i ja dodaję:)co innego z gęstymi kremami,te już tylko na bazie słodkich,(najczęściej)jesiennych pomidorów.prosto:)

      podzielisz się swoim ulubionym sposobem na ów zupkę?;)bardzo jestem ciekawa.

      pozdrowienia!

      Usuń
    2. Przecier dodaje, lyzke nie wiecej, na koniec, dla intensywniejszego koloru. Nigdy natomiast nie gotowalam pomidorowej na samym przecierze:)
      Warzywa pozsmazam w garnku razem z zabkiem czosnku. Dodaje kostke warzywna(organiczne warzywa sprawowanie z ziolami), następnie cała puszkę ( jak mała to dwie) pokrojonych w kostkę pomidorow. Pozwalam im sie podusic , po czym zalewam woda. Gotuje na wolnym ogniu, dość długo, aż widzę, ze jest wystarczająco gesta. Na końcu łyżka przecieru i porządna dawka smietany i pietruszki:). Makaron gotuje osobno. Tyle:)) jak wyprobujesz, daj znac:)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. dziękuję Ci bardzo!:)no,tak..w porze deficytu pachnących,rumianych pomidorów najlepszym rozwiązaniem jest zastąpienie ich tymi z puszki/aromatyczny zamiennik:)do tej pory używałam ich jedynie do wykonania gęstych,treściwych sosów do spaghetti(te proszkowane omijam szerokim łukiem;)na pewno wypróbuję!w końcu nadchodzi dogodny czas na parujące,ciepłe talerze:)

      uściski!

      Usuń
  10. Płyta rzeczywiście cudna :) Ja już mam bilety na styczniowy (!) koncert :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja zawsze lubiłam powroty do domu na weekend.
    Ani płyta bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kojące jesienne kadry :-) U Ciebie zawsze jakiś taki spokój i błogostan :-)
    Zupka z dzieciństwa to oczywiście pomidorowa, najchętniej robiona w porze świeżych, działkowych pomidorów, które mama podsmażała na patelni przed dodaniem do zupy i też właśnie bez przecieru. Ach, ten zapach do dziś siedzi w mojej węchowej pamięci ;-)
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapachy kodujemy najintensywniej:)coś o tym wiem.

      uściski!

      Usuń
  13. Będąc dzieckiem nie lubiłam zup! Jadłam rosół i pomidorówkę oczywiście. Teraz jem wszystkie z ogromną ochotą, ale pomidorówka to POMIDORÓWKA! :)

    Wczoraj po 6 rano usłyszałam w trójce tę piosenkę i tak mi została w głowie do wieczora :)

    OdpowiedzUsuń
  14. hmmm, so cozy and nice! fall is so beautiful, can't wait for November!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. the November can also be pleasant and full of soothing colours.

      Usuń
  15. Im jestem starsza tym bardziej lubię i doceniam te wszystkie przydomowe prace, przeciwko którym całą młodość się buntowałam ( i których nie rozumiałam)- pielenie grządek, sadzenie rukoli, zrywanie wiśni czy przetwory przygotowywane razem z mamą :-)

    A jeśli chodzi o zupy to zdecydowanie pomidorowa i maminy rosół kojący smutki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli o mnie chodzi,to "domowe wgłębianie" rozpoczęłam stosunkowo wcześnie(jeśli mówimy o przyjętych normach;)po prostu przynosi mi to ukojenie,uśmiech a co najważniejsze-satysfakcję!szczególnie teraz,kiedy w domu jestem przysłowiowym gościem..;)/doceniam każdy detal./

      och,rosół!zapomniałam o nim:)ale tylko ten babciny;)

      dziękuję za odwiedziny!

      Usuń
  16. Nigdy nie nudzisz mnie.
    Nigdy wizytami u Babci.
    Takie jest mi to wszystko bliskie.
    Oj bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bradzo fajnie masz zdjecia :)
    Ciekawe .
    zapraszam do obejrzenia moich :)
    tuerica.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. taka już chyba jest kolei rzeczy - tęsknimy za tym, co wydawało nam się nudne, męczące, niepotrzebne, a potem zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy bez tych drobnych czynności żyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idealnie to ujęłaś:)
      a ja właśnie siedzę przy "własnym" biurku z ulubionym kubkiem ciepłej kawy/lubię!

      dziękuję za odwiedziny!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)