niedziela, 4 listopada 2012

Okruchy domu i liryka




Cztery(4!)dni swobodnego egzystowania wśród dawno nie widzianych,domowych kątów z przyjemnym urozmaiceniem pod postacią ciągle zmieniającego się widoku z balkonowego okna stwarza pole do działania.I to nie małe.Napiszę więcej-kreatywność w ciągu leniwie ciągnących się godzin nie zna granic(przynajmniej u mnie;),choć z drugiej strony,czy wcześniej wymienioną kreatywnością,tudzież wewnętrzną inwencją twórczą można nazwać planowane z tygodniowym wyprzedzeniem listopadowe spacery w przeraźliwie chłodnym wietrze owładniającym ciało i z kroplami deszczu na asfalcie..albo przystanki przy każdym przydrożnym krzaczku ubranym w późnojesienną zgasłą czerwień zachęcającą do kaleczącego dłonie zebrania i wsunięcia za pazuchę..?Na to pytanie nie jestem w stanie logicznie odpowiedzieć.
Są zajęcia małe i duże,co przypadkiem,kiedyś zdarzyło mi się usłyszeć z czyichś ust i co oczywiście popieram.W każdym wydarzeniu Naszego z grubsza miłego życia/czyż nie?:) można doszukiwać się wielorakich akcentów.Z wyraźną przewagą poszczególnych emocji lub też wprost przeciwnie-zrównoważoną melodią własnego wnętrza,jakbym to lirycznie ujęła.




Nawiązując do w.wspomnianej liryki     w zwykłych z pozoru dniach okraszonych ciepłem domu,znajomymi rejonami,cichymi rozmowami,kojącą muzyką o 3 nad ranem,skomleniem psa pod oknem,pianiem sąsiedzkiego koguta,popołudniowym szczebiotem barwnych sikorek doszukuję się wielu enigmatycznych,przezroczystych nici wiodących ku życiowej poezji.Malującej Nasz świat w kolory radości i nadziei.O każdej porze roku.Wystarczy delikatnie się nad nią pochylić,przystanąć na moment i dostrzec to,co dla ogółu niewidoczne.
Warto tworzyć własną,niepowtarzalną rzeczywistość gdzieś pomiędzy wierszami.naprawdę.




W bliżej kulinarnej tematyce zaskoczył mnie popisowy sernik Babci,jak się okazało pieczony specjalnie dla mnie!:)Treściwy,a zarazem puszysty,na delikatnym kruchym spodzie.Ulubiony.
Piekły się też złociste kawałki ziemniaków okraszone odrobiną oliwy i ziół,których z nie wyjaśnionych przyczyn nie zdążyłam uwiecznić na zdjęciu;)Pyszne to,acz takie banalne.

jabłka z wieczora..



W czwartek zebraliśmy rosnące urodzajem ogrodowe podpieńki,a kilka chwil później w kuchni roztaczał się niesamowity zapach bulgoczącego na malutkim ogniu sosu poczynionego wespół z mamą.
Najchętniej i najszybciej podajemy go z makaronem,jak i tym razem z pełnoziarnistymi świdrami,ale pysznie komponuje się także z mocno jajecznymi,grubymi wstążkami tagliatelle,czy penne.Innym sposobem jest połączenie tego "leśnego"rarytasu ze zdrowymi kaszami(idealnie kolorystycznie i tak jesiennie łączy się z gryczaną),może być też ryż/z braku laku;)bo jego delikatna konsystencja i barwa jakoś mi tutaj nie pasują.
Podstawowe składniki,a tyle przyjemności wokół stołu.




Śmietanowy sos z podpieniek
na podstawie maminych doświadczeń

500 g podpieniek
2 łyżki masła
cebulka
4 ząbki czosnku
ok.1/3 szklanki bulionu warzywnego
3 łyżki gęstej,kwaśnej śmietany 18%
sól
pieprz
kurkuma

Grzyby dokładnie płuczemy i odstawiamy na durszlak do odsączenia.Następnie kroimy w średniej wielkości kostkę,wrzucamy na zezłoconą na maśle cebulkę,dodajemy posiekane ząbki czosnku i dusimy na niewielkim ogniu ok.10 minut,po tym czasie wlewamy bulion(lub wodę) i zagotowujemy.Trzymamy na średnim ogniu do czasu powstania odpowiedniej dla Nas konsystencji.U mnie trwało to jakiś kwadrans.Pod koniec,do gorącego,ale już nie gotującego się sosu dodajemy rozrobioną z niewielką ilością sosu śmietanę.Przyprawiamy do smaku.
Podajemy gorący na makaronie,posypany pietruszką.













*Dziś św.Huberta.Wiem,bo w ten czas niezmiennie każdego roku, skoro świt tata wraz z psiakami wybywa w las.
tak,więc wszystkim myśliwym satysfakcji z obcowania z przyrodą.na cały rok!








18 komentarzy:

  1. ...dawno nie jadłam makaronu O.o

    OdpowiedzUsuń
  2. mój ojciec też poluje. więc pewnie znasz te wszystkie obrazy: zabłocone buty, poranki w ambonie, myśliwskie psy, rosę nad ranem, krew sarenki na rękach. niesamowicie budujesz we mnie spokój słowami i tym ciepłem, które stwarzasz. jesienne niespodzianki przy drodze i ptaki na niebie to rzeczy, od których nigdy nie mogę się oderwać.

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też uwielbiam takie dłuższe wolne. też wtedy wracam do domu♥

    OdpowiedzUsuń
  4. ależ mi zrobiłaś ochotę na ten makaron!
    fotografia z ptakami!!! genialna!
    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  5. pamietam mama podawała z kaszą gryczaną, której wówczas nie znosiłam:). Pysznie sie prezentuje ten makaronik, szczęściara z Ciebie Moniczko, naprawde!:))
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  6. Puls znajomych miejsc. Tak samo ważny jak zapach.
    A te ptaki na niebie... jak ciemna nitka, zszywająca pastelowy jedwab, no poezja :)

    A takie pytanie poza tematem, widzę w Twoich przeczytanych "Babunię". Polecasz? Już jakiś czas temu chciałam przeczytać, ale nie znalazłam w mojej bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoja myśl na temat ptaków ze zdjęcia-to dopiero poezja!:)doszukuję się jej w każdym niepozornym drobiazgu/ułamku chwili.to dla mnie b.ważne.

      Babunię mogłabym polecić tylko wtedy,kiedy akuratnie potrzebowałabyś lekkiej,niezobowiązującej;)opowiastki o perypetiach 2 emocjonalnie bliskich sobie kobiet na różnych wymiarach życia.przyjemna,niekiedy zabawna,odrobinę poruszająca za serce,ale to wszystko./ja w jesieni wybieram znacznie "cieplejsze"pozycje,budujące nieskazitelny klimat,w który mogę się zagłębiać bez granic...:)

      pozdrawiam!

      Usuń
  7. opieńki w sosie śmietanowym spróbowałam pierwszy raz w tym roku i były pyszne:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. o kurcze! Przepiękne to zdjęcie z odlatującymi ptakami! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę, mnie ostatnio w takie pochmurne dni ciężko zrobić coś kreatywnego, ale książki leżą na stoliku nocnym więc pewnie powoli zacznę odwiedzać inną rzeczywistość.
    Zachwycające zdjęcie z ptakami i mgłami!

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawdziwie magiczny jest Twój świat :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny, liryczny wpis :-) Potrafisz dostrzec tyle piękna w z pozoru zwykłych chwilach i drobiazgach.
    Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nastrój Twojego wpisu mnie zaczarował,objął z całych sił...
    Domowe klimaty najbliższe naszym duszom i wszystko tam pyszne,naturalne.
    Smakuję...

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku, jak pięknie i nastrojowo!

    OdpowiedzUsuń
  14. Chciałabym umieć pisać tak, jak Ty.
    Naprawdę bym chciała!

    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toniu droga!chyba przeceniasz moje zdolności tworzenia..lecz mimo to bardzo miło mi na duszy:)

      uściski!

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)