sobota, 19 stycznia 2013

PRL na obiad.Raz poproszę.



























Chwila oddechu.
Sobota w mieście i oldschoolowy obiad o 12.36   raz!


























Czarna herbata ozłocona polówką kwaśnej cytryny na niebieskim stoliku dworcowego baru.Pita ze szklanki.Z trzema umilającymi kostkami cukru.Na rozgrzanie.
Do samego sufitu unosi się zapach świeżo ugotowanych ruskich wespół z ziołowym aromatem rozchwytywanych flaczków z puszystą bułką w pakiecie.Iście domowy.Klasyk.
Działa na podniebienie niezwykle krzepiąco.Z aprobatą otwieram zakurzoną szufladę umysłu z czasów dzieciństwa,kiedy mogłam pochwalić się znajomością pierogowych smaków z najbliższej okolicy.Nie było ich za wiele.Jednak,zawsze przy nadarzającej się okazji wyjazdu do pobliskich miasteczek, odwiedzaliśmy z tatą okoliczne restauracyjki i bary.
Tutaj mogę delektować się tym wybitnym w swej prostocie,pożywnym smakiem ziemniaczano-serowego farszu zlepionym w miękkie,białe ciasto na każdym kroku.
Szczypta soli.Gwar przestrzeni. Obszczerbiony talerz.


























I,choć struktura typowych,polskich barów mlecznych nie jednego może odstręczać,przyprawiać o ironiczny uśmiech z wyraźną dozą zażenowania,
tak mnie z całą swą bezpośrednią aurą przeszłości wręcz przeciwnie.


























Od kilku m-cy nasza tajona przyjaźń nabiera coraz to wyraźniejszych rumieńców.
Z pozytywnym skutkiem zarówno dla mojego organizmu,jak i portfela!:)


Na pierwszy rzut  
Bar Podróżnik.
ul.Sucha 10 Wrocław.


*macie ulubione miejsca,gdzie najchętniej zajadacie "domowe posiłki"u siebie w mieście:)?

28 komentarzy:

  1. Mam takie miejsca, chociaż ostatnio nieco podrożały.
    Moim ulubionym zostanie bar w Krakowie, gdzie PRL nie umarł, a za 12zł można zjeść dwudaniowy obiad z kompotem i deserem :D
    Rewelacyjny kapuśniak, za 1,74zł :p Pierogi ruskie za np. 3,52, z truskawkami za 4,57.
    Nie wiem skąd oni brali te ceny, ale galaretka z jagodami i kleksem śmietany - bomba!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ tutaj pojechałaś cenami:))istny raj jednym zdaniem!3,52 za ruskie:)tutaj u mnie 7,50 za 300g,ale można brać połówki;)/nieczęsto jestem w stanie zjeść ogromny,pełny talerz,więc dla mnie ok.

      a,o galaretce to już wieki nie słyszałam.jak się tylko ociepli,to zamówię sobie ten retro deserek:)

      Usuń
  2. Ja jestem zakochana w rakowskich barach - tam za grosze naprawdę nigdy nie wychodzilam głodna (wbrew stereotypom o krakowskim skąpstwie). Szczególnie polecam Górnika na ul. Dolnych Młynów, lub naprzeciwko domu handlowego Jubilat. To tak gdyby ktos się przypadkiem w Krakowie znalazł i nie wiedział gdzie zjeść.

    A PRLowy klimat barow mlecznych, również uwielbiam. Kiedy widzę jakieś takie wyremontowane, wypacykowane i z plastikowymi krzesłami w dziwnych ksztaltach, to jakoś ciężko mi wyobrazić sobie, że mogę tam dostać pierogi jak u babci. Spodziewam się jedynie kotletów z soczewicy , ciecierzycy masala, czy innego rodzaju, modnego ostatnio wegańskiego jedzenia. W takim miejscu po prosu nie smakuje tak samo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli,tylko zawitam do pięknego Krakowa od razu pędzę do Górnika:)
      masz rację.modne,estetycznie zaprojektowane,niekiedy wręcz sterylne wnętrza(nie ma co ukrywać)odstraszają potencjalnych klientów,zamiast zachęcać do zaglądnięcia na mała co nie co.zatem mleczne górą!

      Usuń
  3. nie, jeśli mam ochotę na domową kuchnię, to mam w zamrażarce zapas prawdziwej namiastki domu, czyli posiłki od mamy :) a w czasach krakowskich studiów wpadałam w weekendy na obiady do cioci. za to znam super prlowską miejscówę w warszawie - cafe paragraf, która jest absolutnym kozakiem jeśli chodzi o wsytrój i klimat :D i prawdziwie warszawska wuzeta! (ja akurat za tym ciastkiem nie przepadam, ale koleżanka - z dziada pradziada warszawianka i smakoszka - twierdzi, że to najlepsza wuzeta w całej stolycy)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jeśli zamrażarka świeci pustkami?;)wtedy trzeba się jakoś ratować.najlepiej w mleczaku;))
      wuzetkę to ja bym zjadła;)taką prawdziwą,polską,obłędnie słodkką i z dużą,mleczną kawą do tego!to warszawskie miejsce wydaje się być ku temu stworzone:)na Twoim miejscu już bym się tam wybierała;)

      PS a ja myślałam,że mi co do Wrocławia trochę podpowiesz:)
      pozdrawiam!

      Usuń
    2. co do wro, to ja kojarzę bardziej knajpy, natomiast jeśli chodzi jedzenie, to znam spoko naleśnikarnię na kuźniczej - od rynku po lewej stronie, mniej więcej w połowie. przy tej samej ulicy jest też kultowy bar mleczny 'miś' (nie jadłam w nim, w ogóle nigdy nie jadłam w barze mlecznym ;), ale słyszałam całąąą masę zachwytów) a zaraz niedaleko, bo przy igielnej - czekoladziarnia ;)

      Usuń
    3. jak mogłaś!;)wszak b.mleczne to pyszna potęga;P
      i dzięki za podpowiedzi a propos obiadków;)o obydwu miejscach słyszałam,ale jeszcze nie dane nam było się spotkać oko w oko.nie ma co odwlekać,przy następnej okazji wpadam do misia!i(niedaleko)na czekoladowy deser:)..choć,tak naprawdę to w ogóle nie moje rejony,ale w weekendy jest czas na wszystko!



      Usuń
  4. śliczne zdjęcia, takie nastrojowe :)

    OdpowiedzUsuń
  5. oczywiście, że są..:)w jednym z barów jadłam pierogi z jagodami, które mogłyby konkurować z pierogami mojej babci..! jak przyjedziesz do Krk to Cię oprowadzę;)

    uściski!
    J

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojj kiedy chcę naleśniki czy pierogi-jem je po prostu na moim wydziale ;)
    mmmmrrrrr musze wybrać się do baru mlecznego koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja do "Relaksu" chodzę;). W polskiej dzielnicy Greenpoint.
    Zawsze jak tam jestem, muszę zaliczyć pierogi ruskie z cebulką.
    Nie wiem jakie robią gdzie indziej, bo od kiedy spróbowałam ichnych, nawet moje własne mi tak nie smakują;).
    Sam klimat tego miejsca jest jak żywcem wyjety z prlowskich barów mlecznych;cerata na stolikach, sztuczne kwiatki w wazonach;) i te Panie co tam pracują...;) w dodatku tanio jak barszcz:) uwielbiam!:)
    Uściski serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super:)Relaks brzmi zachęcająco:))ja ciągle na etapie skromnych poszukiwań tych ...jedynych,najsmaczniejszych tutaj i choćby nie wiem,kiedy to miałoby nastąpić zwiedzę wszystkie "prawdziwe" bary,iw końcu będę miała swoje miejsce na obiad w tym mieście,a może 2:))kiedy byłam dzieckiem zawsze ciągałam rodziców po okolicznych restauracjach/barach bo tutaj są lepsze niż w domu-mawiałam;)no i ten niepowtarzalny klimat!

      widzę,że jest Nas znacznie więcej-amatorek mleczno-barowych przygód wyjętych wprost z przeszłości:)ale miło!

      Usuń
  8. Domowe to nie wiem, ale kocham karczmę Bidę;).

    OdpowiedzUsuń
  9. ooo, a gdzie to dokładnie jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrocław/Sucha 10,tuż przy PKSie,od drugiej strony powiedziałabym;)

      Usuń
  10. jejku, uwielbiam pierogi :D osobiście najbliżej domu mam kebaba, a barów mlecznych w poznaniu nie miałam niestety okazji poznać

    OdpowiedzUsuń
  11. prl-owskie obiady są najlepsze. zestaw ziemniaczando + mielonczado + buraczando (ew. marchewczando z groszkiem) + kompot wymiata ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jakże!;))..tylko do mnie te mączno-kluchowe propozycje jakoś bardziej przemawiają;)a kotlet,hmm tylko ten z piersi i bez panierkii;))ale buraczando kocham!

      Usuń
  12. rewelacyjne są te zdjęcia :)
    bardzo klimatyczne

    OdpowiedzUsuń
  13. W moim rodzinnym mieście mam taki bar, do dzisiaj czuję zapach serwowanych potraw - a nie byłam tam z 15lat:-)
    Super zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mamy na rynku w Bielsku bar Pierożek - chyba właśnie o nim pisze powyżej Heidi :-)
    Mam to szczęście, że pracuję na rynku i często uciekam z pracy na kluchy na parze mmmm!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dużo tych "Pierożków" w poszczególnych miastach Polski:))i wychodzi na to,że każdy ma ten swój ulubiony..tylko nie ja;)

      pampuchy?pysznie!zjadłabym z sosem grzybowym i kiszony do tego:)

      Usuń
  15. chociaż nie kręci mnie jakoś jedzenie w takich miejscach. Nawet miejscach stylizowanych na takie miejsca;) Dla mnie są przaśne raczej i mało smacznie i mało domowo. Choć pewien klimat niewątpliwie jest;) W każdym razie wolę gotować sama, albo gdy gotowane jest dla mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przaśne!zdecydowanie odpowiednie słowo w tym temacie:)i zdecydowanie przyprawia mnie o dreszcze smakowej ekstazy;))
      w moim wypadku,przez większą część roku pozostaje właśnie barowo-restauracyjna opcja posilania się/co zrobić.ale lubię to.

      pozdrawiam!

      Usuń
  16. bardzo lubię takie miejsca, mają niesamowity klimat.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)