niedziela, 10 marca 2013

A miało być tak pięknie...z(nową) szarlotką na deser


szybka chwila w marcowej mżawce

Weekendowy poranek pośród domowej rzeczywistości na peryferiach powitał mnie szarym niebem grubo zasłanym deszczowymi chmurami.
Napęczniałe pozimową wilgocią powietrze sprytnie wślizgnęło się przez szparę uchylonego okna pokoju...jeszcze w negliżu,bez kremowych skarpet poczułam napływające akordy zimna.A było tak pięknie.
Pierwsze trzy dni odchodzącego tygodnia malowały się we Wrocławiu iście wiosennymi kolorami,roztaczały przyjemna aurę zachęcającą do kontemplacji przyrody,tak długo,jak tylko się da!
W prezencie(nawiązując do 8 marca Drogie Panie:) pozostały Nam jedynie delikatne przebiśniegi nieśmiale wyłaniające się na rabatach./ostatnio widziane też w przyuczelnianym ogródku.

Miało być energiczne rozpoczęcie sezonu rowerowego w entuzjastycznym połączeniu z przejażdżką do dawno(!)nie widzianych Dziadków.
Manifestacyjne zrywanie wspomnianych już wiosennych kwiatów w parku nieopodal kościoła.                                          
Chwile na wiklinowym krześle i wystawianie wybledniałej twarzy w kierunku złotych promieni.



To i wiele więcej uprzyjemniających codzienność rzeczy w sezonie wiosna 2013 odkładam na niedaleką przyszłość, z prawdziwym ciepłem oplatającym ciało,bez ciężkich butów i płaszcza.
Uzbrajam się w cierpliwość i bez zbędnych rozmyślań zagłębiam się w od dawna wyczekiwanej książce Julii Child Moje Życie We Francji.(wiernych czytelników,chyba nie muszę uświadamiać jak wielkim uwielbieniem  darzę ów kraj i wszystko co z nim związane,przede wszystkim nutę kulinarną,o której dana książka ma wiele do powiedzenia).



Czuję się w obowiązku ostrzec
potencjalnych czytelników:
to nie jest lektura na pusty żołądek.
Bon appetit!

Publisher Weekly.



W tematyce śniadań, nie ukrywam, na własne życzenie wprowadziłam pierwiastek nieco "zaspanej" wiosny,wszak piórka szczypiora ze sklepowej półki ni jak maja się do prawdziwego wyobrażenia pełni świeżości na talerzu.
Póki co posadziłyśmy z mamą cebulki dymki w glinianych,rustykalnych donicach.Na następny przyjazd będzie w sam raz(czyt.za jakieś 3 tyg.;/

Powróćmy do leniwego śniadania,gdzie kupczy szczypiorek miał swoje 5 minut.Wbrew jego niezdrowemu pochodzeniu nie mogłam powstrzymać ogarniającej mnie radości,jak dziecko otwierające pierwszego lizaka po tygodniowej przerwie od słodyczy.
Świeży zapach roznosił się po kuchni od wczesnych godzin.Podczas siekania, skubnęłam nawet kilka samych,zielonych kawałków zanim wylądowały w kremowym twarożku dopełnionym jogurtem.Do tego listki roszponki,niczym kwiatowe pąki wieńczące kulinarne dzieło.A na rzodkiewkę,która aż ciśnie się na usta,by o niej wspomnieć w ów kombinacji poczekam trochę dłużej.Niech będzie Nasza,ogródkowa,u źródła.



Wieczorową porą z soboty na niedzielę naszło mnie na coś ambitniejszego,co z pasją i nie małą satysfakcją wyszłoby spod dłoni.
Własnoręczne zagniatanie kruchego ciasta.Ciepło buchającego piekarnika,kiedy za oknem dopiero co zagląda świt.I ta nieodzowna myśl o słodkim ułamku niedzieli.Z mamą przy stole pachnącym świeżą kawą i mruczącym radiu.



Wyszperałam ująwszy mnie niegdyś przepis na klasyk z jabłkami w roli głównej(a raczej z musem z nich popełnionym),lecz nie tak zwyczajny i prosty,jak to bywało dotychczas.(oczywiście,nie podważam tezy,iż każda domowa szarlotka jest magiczna w swym uroku).
Ta wzbogacona została orzechami włoskimi,dzięki którym zyskała wg mnie całkowicie innego wymiaru smaku,niż ten,do którego zdążyłam już przywyknąć.Trzeba ją po prostu samodzielnie popełnić,tu i teraz i dostrzec na własną skalę to,czego inni nie zdołają.




Receptura znaleziona na gotuje bo lubi .Zrezygnowałam z dodatku bezy w 1 z warstw,za którą nie przepadam,od zawsze.Cała reszta dotycząca kruchego ciasta pozostała w oryginale,który poniżej pozwoliłam sobie przytoczyć.


Szarlotka orzechowa

1 szklanka orzechów włoskich
1,5 szklanki mąki
150 g masła
2/3 łyżeczki proszku do pieczenia
100 g cukru pudru
3 żółtka

Orzechy upraż na suchej patelni. Daj im się zezłocić, a nawet lekko przypalić. Zmiel w blenderze na drobny pył i pozostaw do ostygnięcia. Mąkę przemieszaj z cukrem pudrem, proszkiem do pieczenia i zmielonymi orzechami. Dodaj masło, posiekaj je ze składnikami sypkimi, a kiedy kawałki masła będą nie większe niż ziarnka grochu dodaj żółtka i szybko zagnieć ciasto. Podziel je na dwie części: 1/3 uformuj w kulę, owiń folią i schowaj do zamrażarki. Pozostałym ciastem wylep tortownicę (24 cm) do mniej więcej połowy wysokości. Ciasto nakłuj widelcem i schowaj do lodówki na przynajmniej 2 godziny (lub zamrażarki na ok 30 minut). Ciasto równie dobrze możesz przygotować dzień wcześniej.

Masa jabłkowa*

6 dużych jabłek
100 g rodzynek
3 łyżki masła
1 łyżeczka cynamonu
2 łyżki miodu

Jabłka obierz ze skórki i pokrój na plasterki. W rondlu rozpuść masło, dodaj jabłka i rodzynki. Duś chwilę na wysokim ogniu, potem skręć do połówy, dodaj miód. Duś do momentu aż wyparuje cały sok, który pus zczą jabłka, a te zamienią się w mus. Jabłka zestaw z ognia i pozostaw do ostygnięcia. 

Przestudzone jabłka wyłóż na wcześniej przygotowany spód.Wyjmij pozostałą część ciasta z zamrażarki i zetrzyj na warstwę jabłkową lub rozwałkuj i potnij ostrym nożem na 1 cm paski,które ułożysz w efektowną kratkę.
Ciasto piecz w 175 stopniach przez ok. 45 minut. Ostudź, posyp cukrem pudrem.
Smacznego! 

*wykorzystałam jesienią poczyniony mus(nie całkiem gładki,z wyczuwalnymi cząstkami owoców oblepionymi cynamonem)z aromatycznych antonówek z pobliskiego sadu.+ słoiczek babcinego;o idealnie gładkiej konsystencji+2 starte,świeże jabłka wymieszane z łyżką miodu.






W słotną,marcową pogodę charakterne,orzechowo zabarwione kruche ciasto z ukrytym wewnątrz soczystym,jesiennym smakiem jabłek sprawdziło się w 100% .



Dobrego tygodnia Wam życzę!
m.

32 komentarze:

  1. zazdroszczę peryferii, wiklinowego krzesła, szarlotki też zazdroszczę. chociaż zazdrość to takie brzydkie słowo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w przyzwoitych ilościach da się znieść:)

      Usuń
  2. przez tą chwilę, kiedy wiosna już zagościła, myślałam, że już zostanie. a tu nadal zima...
    dobrze mieć szarlotkę na takie chwile ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Moniko, czy ja będę kiedyś pisać tak, jak Ty?
    Chciałbym ,nawet nie wiesz jak.

    Szarlotka była u nas, podobna, orzechowa, korzenna, z musem ze słoika(oczywiście home-made ;) )

    A książka, o mamo!
    Widizłam książki o Julii, z jej przepisami. Ale szukałam książki przez nią napisaną. Właśnie tej o pARYŻU. Po filmie Julia&Juliet. W tym filmie pisała tą książkę, prawda? :)
    Zdradzisz, gdzie tą książkę nabyłaś?
    W Empikach nie ma...

    Dobrego tygodnia!
    Uściski!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepadam za Twoimi słowami tutaj!nawet nie wiesz,jaką przyjemność mi sprawiają/szczególnie dziś,kiedy powrót zimy za oknem,a zdrowie niezbyt wybitne..

      na taką szarlotkę zawsze jest chęć,home-made of course:)z dodatkiem orzechów,może ciut za delikatna,były nie małe problemy z ukrojeniem ładnego kawałka,ale za to głęboki smak orzechowej nuty zrekompensował wszystko!

      tak,właśnie:)po części też przez film zdecydowałam się WYPOŻYCZYĆ:)ów bezpretensjonalną opowieść.jest naprawdę godna polecenia,choć mam za sobą dopiero I rozdział;)
      to nie najnowsza pozycja,więc pewnie będą problemy z nabyciem jej w "modnych" księgarniach,odsyłam do biblioteki:))

      Ściskam Toniu!
      dzięki:)

      Usuń
    2. A dzięki za odpowiedź :))
      Byłam, byłam w mojej bibliotece - nie ma.
      Będę szukać dalej. :)
      Uściski!

      Usuń
  4. o jejku... podobną szarlotkę zrobiła dzisiaj moja siostra :D tylko, że na wierzchu miała karmelizowany cukier trzcinowy :D również polecam "mniam !"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. karmelizowany cukier trzcinowy!podoba mi się:)

      Usuń
  5. Pięknie napisane, czyta się Ciebie tak lekko że aż miło. Szarlotkę znam doskonale z tego samego przepisu i też robiłam bez bezy:-) jest wspaniała:-). Oby do wiosny:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uf!nie tylko ja nie przepadam za tą,ponoć wyśmienitą,słodką pianką;)
      oby:)

      pozdrowienia serdeczne!

      Usuń
  6. Mimo że ostatnio upiekłam dwa ciasta z jabłkami, na Twoją szarlotkę z radością się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale się cieszę:)daj znać, koniecznie!

      PS to tylko moja wariacja,oryginał w linku;)

      Usuń
  7. Ja chcę leniwe śniadanie, a nie do pracy ! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poniedziałki już tak mają..;)
      trzymaj się!

      Usuń
  8. Miało być pięknie, i będzie pięknie. Ale na razie rękawiczki, czapki i szaliki poszły ponownie w ruch.
    Szarlotkę każdą jedną spałaszuję. Na tą też mam ochotę:)
    szybkiej wiosny życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie,ale ja lubię mój miękki szal i rękawice też;)

      dziękuję!

      Usuń
  9. już niedługo tak pięknie będzie codziennie ;) czego tobie i sobie życzę :)
    tego wiklinowego krzesła ustawionego do promieni słońca najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedługo zamieni się w romantyczne,białe krzesełko na niespieszne poranki i południa przy herbacie:)obym znalazła odpowiednią farbę..

      pozdrowienia!

      Usuń
  10. Hej Moniko!:)
    Jak zwykle pusznie I przytulnie w Twoich katach!:)
    Serdecznie pozdrawiam
    a.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziś był powrót zimy,ale mam nadzieję, że to jej ostatnie podrygi ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. tak sobie czytam i czytam o tym jedzeniu, a mój żołądek skręca się z głodu

    OdpowiedzUsuń
  13. jaki wspaniały blog, piękne zdjęcia, cieszę się, że tu trafiłam, pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło Trinity:)
      zapraszam!

      Usuń
  14. Twarożek i u mnie jako wyraz tęsknoty się pojawił - u mnie był z dymką z parapetu i z rzedkiewką, piękny klimat zdjęć i fragment przedwiośnia w Twoim wpisie. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  15. ach ta orzechowa szarlotka za mną chodzi... może na święta się skuszę
    a twarożek ze szczypiorkiem - mogłabym jeść na śniadanie, obiad i kolację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)ja także!ostatnio mam niedosyt zieleni,więc pewnie na dniach popędzę po nową dostawę do pobliskiego zieleniaka;)
      w domu pewno wyrósł już piękny szczypior posadzony w doniczce..nic to.tutaj trzeba się jakoś ratować:)

      Usuń
  16. Miało być tak pięknie, a wszystko zasypał śnieg...
    Szarlotka z orzechową nutą pomoże.
    Nastrojowo.

    OdpowiedzUsuń
  17. Szarlotka to zdecydowanie moje ulubione ciasto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje chyba też..zaraz po najzwyklejszym drożdżowym i serniku;)

      Usuń
  18. nostalgiczne są Twoje zdjęcia..:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)