piątek, 31 maja 2013

Koniec maja...pamiętnik dnia codziennego



Początek 31 maja bez zbędnych emocji.Z planami,które na ten czas pozostały jedynie mglistym złudzeniem..40 minutowa przejażdżka ( obie strony) tramwajem nr 1 okazała się w 90% zbędną,ale cóż,przynajmniej miałam pretekst do wyjścia z pokoju,kiedy nad Wrocławiem ukazały się upragnione promienie późno wiosennego słońca.

Nabyty optymizm,jednak nie pozwala mi dopuścić do zaułków myśli negatywnych aspektów,czarnych scenariuszy,coby mogły wyniknąć z niefortunnie układających się części dzisiejszej doby.
Każdy dzień przynosi wzloty i upadki,radości na przemian z małymi smutkami,które na wskroś staramy się wyolbrzymiać i potęgować do rozmiarów nie mniejszych,jak koniec świata!
Nie raz się przekonałam,że nie należy bez reszty podporządkowywać się wynikłym pod pretekstem problemów emocjom.Wiem,że prędzej,czy później znajdzie się dogodne rozwiązanie dla obydwu stron.Bez zbędnych słów i łez,tylko dlaczego za każdym razem nie potrafię sobie tego uzmysłowić na tym etapie,(najgorszym można by rzec)oczekiwania,kiedy jeszcze nic nie jest ustalone,a mnie czekają długie godziny zanim dojdzie do wyjaśnienia i ustalenia adekwatnych do zaistniałych sytuacji priorytetów.Mam nadzieję,że pędzący czas,który ostatnio wymyka się przez palce zatrzyma się, choć na moment i okaże się łaskawy z początkiem nowego m-ca,jakże radosnego i ciepłego.uff.








Po 2 ogromnych drożdżówkach,lodzie w równie okazałych rozmiarach i miejskiej kawie bez smaku wsiadłam na rower,by pojechać nie wiedząc,w którą stronę,jaką ulicą i dokładnie dokąd.Tego było mi trzeba.
Spontaniczność zaaranżowana popołudniową godziną zaprowadziła mnie w kierunku niepowtarzalnego Parku Szczytnickiego,a malownicza ścieżka wzdłuż Odry i mostów jagiellońskich oddawała to,co lubię tutaj najbardziej-spokojny klimat codzienności upstrzony widokami wiosennej natury  i wyjątkowej architektury mijanych domostw i kamienic ze słodkim zapachem delikatnych akacji w tle.


Przejechawszy przez ulicę Śniadeckich moim oczom ukazał się przepiękny o tej porze roku zakątek od samego progu witający barwnymi różanecznikami o złoto-pomarańczowych płatkach.


Prym wiodą te purpurowe widoczne w każdej części kompleksu .Coś wspaniałego.
Kojący zagajnik dla duszy.
Niezaprzeczalny punkt podczas odwiedzin stolicy Dolnego Śląska.Naprawdę warto.




Na rowerze w siną dal...


dostrzeżony pośród zarośli.




W drodze powrotnej- spokojna Odra mieniąca się od późno popołudniowych promyków słońca.



Niechaj czerwiec Wam sprzyja!
m

5 komentarzy:

  1. Dokładnie. Jeśli chodzi o emocje, to jesteśmy indywidualistami. Natomiast... Każdy dzien sklada sie z pozytywnych i negatywnych momentow : ) a piekne zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się nie chce wierzyć, że to ten sam Wrocław :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny ten Twój maj!

    OdpowiedzUsuń
  4. Maj minął bardzo szybko, ciekawe jak to będzie z czerwcem :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)