niedziela, 6 października 2013

Pod 15: 4 kąty,a w garnku marchewkowa zupa.na rozgrzanie



Weekend (niespodziewanie rozpoczęty,już od piątkowego poranka) na przekór prognozom pogody z początku tygodnia,przywitał mnie nieskazitelnie czystym powietrzem prześwietlanym jasnymi błyskami ostrego światła.

Przy dużym oknie od południowo-wschodniej strony mam możliwość obserwowania dnia powolutku otrzepującego się z sennych marzeń.* Dostrzec mogę pierwszą,nieśmiało zaróżowioną poświatę układającą się na wilgotnej ziemi pokrytej zmrożonymi strzępkami liści.


Obserwuję tę niepowtarzalną chwilę od początku jesieni.Z kubkiem zielonej herbaty w dłoni,owinięta w miękki,szafirowy kardigan.

Po upływie kilku dobrych minut,kiedy już ponad normę zachłysnę się mglistym,porannym widokiem,spoglądam na jasno umalowany pokój w pewnym  wrocławskim mieszkaniu na 5-tym piętrze i w jednym momencie nachodzi mnie fala przyjemnych doznań w pomieszaniu z nutą cynicznej niepewności.

Kolejne miejsce na mej dorosłej mapie życia- odhaczone.

Co będzie za rok? trudno teraz o tym rozmyślać.Jednak wiem jedno;z całych sił postaram się,aby zabawić tutaj, jak najdłużej i spędzić nie jedną klimatyczną jesień mieniącą się rumianymi jabłkami.

*o zamiłowaniu do celebrowania początku dnia zza okiennej szyby pisałam też tutaj/letnią porą. 



Krótkie historie z kuchennej szafki:) z lekkim rozgardiaszem tam panującym.Do tej pory nie wiem,po której stronie ułożyć kubki i szklanki,a gdzie talerze i puszki,i jeszcze rondelki, żeby wszystko układało się w funkcjonalną całość(never mind).


Parapet i raczkująca,póki co pojedyncza „hodowla” pachnących ziół.Przepadam za ich aromatycznym,naturalna wonią otulającą kąty mieszkania,a przede wszystkim półkę,gdzie zaparzam herbatę.

W niedługim czasie rozgości się tam również lubczyk,bazylia,pietruszka... 


Tablica codziennych inspiracji,myśli i wspomnień.I sentencja na październik,którą noszę w głowie każdego dnia.


Niespieszne,poranne godziny w białej pościeli przy stronicach książki z subtelnym szelestem rozwijających się listków herbaty. 


Ciche momenty.

**

Powracając w stronę kuchni pachnącej tymiankiem,gdzie w piątkowe przedpołudnie ze wszystkich sił starałam się doprowadzić „białą” gazówkę do jej pierwotnej barwy;
wymyśliłam,że ugotuję pewną zupę,nie przeciętną ma się rozumieć,bo marchewkową na bazie warzywnego bulionu,urozmaiconą nutą rozgrzewającego korzenia imbiru,złotą oliwą,orientalną kurkumą i świeżym tymiankiem.

Bazowałam na przepisie zaczerpniętym z lifestylowego bloga James  Bleubirdvintage,o którym pewnie już słyszeliście.Od czasu do czasu, znaleźć tam można  również ciekawe i przede wszystkim proste,nie wymyślne sezonowe dania przyciągające oko kulinarnych wrażliwców,takich jak ja.

W oryginalnej wersji zawarta jest słodka,wysokoprocentowa śmietanka,którą dolewa się do gotującej zupy w celu zagęszczenia i nadania nieco neutralnego,bardziej zrównoważonego wymiaru smaku.Myślę,że z powodzeniem można ją zastąpić zwykła,kwaśną śmietaną 18 lub 12%.

Ja z niej zrezygnowałam,gdyż chciałam uzyskać 100% intensywnie pomarańczowego koloru z gdzieniegdzie widocznymi listkami tymianku pasującymi do tego typu warzywnych kremów,jak żadne inne zioło. Przy podaniu, natomiast „ubrałam” zupę porządnym kleksem takowej. 




Terapia kolorami jesieni w miseczce gwarantowana.Polecam.Szczególnie w towarzystwie kawałka chrupiącej,opieczonej bagietki do przegryzania lub nieestetycznego,przaśnego maczania w gęstym kremie i smakowania,kiedy dziurkowany miąższ w pełni nasiąknie aromatycznym płynem.


Aksamitna zupa-krem z marchwi/ z imbirem i tymiankiem

1/2 kg marchwi (ok.7 dużych sztuk)
1 żółta cebula
1 litr bulionu jarzynowego
3 łyżki oliwy
kawałek imbiru długości 1,5-2 cm
1/2 łyżeczki kurkumy
1/3 łyżeczki ziołowego pieprzu
łyżeczka świeżych listków tymianku
2 łyżki soku z cytryny
sól i pieprz czarny do smaku

Do podania: kwaśna śmietana/kremowy jogurt naturalny,gałązki tymianku,oliwa,bagietka.

W garnku o grubym dnie rozgrzewam oliwę. Cebulę drobno kroję i wrzucam do garnka. Podduszam ok. 5 minut na małym ogniu aż cebula się zeszkli i przybierze złocistego koloru. Dodaje obrany, drobno posiekany imbir,pieprz ziołowy i kurkumę. Intensywnie mieszam i smażę jeszcze ok 3 minut.

Dodaję obraną i pokrojoną w talarki marchew, wlewam bulion, doprowadzam do wrzenia, następnie przykrywam garnek i gotuję zupę na wolnym ogniu ok. 45 minut - do czasu, aż marchewka będzie miękka.Na 10 minut przed końcem gotowania dodaję listki tymianku.

Lekko studzę. Wyławiam 2 łyżki marchewkowych cząstek, a resztę blenderuję na gładką masę. Doprawiam solą i pieprzem do smaku oraz sokiem z cytryny(bardzo ważny składnik,nie należy go pomijać)

Podaję w głębokiej miseczce z kleksem kwaśnej śmietany/jogurtu,chlustem oliwy i zielonym przybraniem w postaci malutkich gałązek tymianku lub z porcją miękkich, marchewkowych talarków i oliwą.

*oba rodzaje,jak je nazywam- delikatnie aromatycznych dodatków sprawdzą się tutaj zadowalając nawet najwybredniejsze gusta:)


Pierwszą porcję skosztowałam z chmurą śmietany oprószoną ziołowym pieprzem(czego brak na zdjęciu/dopiero nieco później zorientowałam się,że u szczytu mogłaby się znaleźć szczypta kolorowej ostrości),oliwą i tymiankiem, przegryzając ciepłym kawałkiem żytnio-jęczmiennej bagietki i to był strzał w dziesiątkę! 


Idealna na rozgrzanie marznących dłoni i ciała w słoneczny,ale chłodny czas popołudniowych momentów października.


Pozdrowienia!
m.

18 komentarzy:

  1. Mile potrafia byc kazde dni. Nostalgia - tak. Narzekanie - nie. Ladnie opisujesz tak niby codzienne rzeczy :)
    Ja rowniez wczoraj gotowalam zupe. Zupa rowniez jesienna, bo dyniowo marchewkowa i moi synowie rozprawili sie z nia w jeden wieczor (a garnek byl spory)...
    Milej niedzieli
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ..bo codzienność jest niezwykła.warto do dostrzec.
      dyniowo-marchewkowa piszesz? to,już pełnia jesiennych smaków w garnku zamkniętych:)
      ja na dynię szykuję się w następny weekend.babciny ogród tego sezonu obrodził w niesamowitych rozmiarów okazy,a w planach słoiki korzennego dżemu,oczywiście zupa i ciasto:)

      dziękuję,że wpadłaś!

      Usuń
  2. Taka terapia w jesienne dni jest bardzo wskazana:)

    OdpowiedzUsuń
  3. zjadłabym!
    to z nogami i kawoksiążką zacne też :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię takie leniwe dni, weekendowe poranki z kawą i książką:) Nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia . To chwile tylko dla mnie i dopieszczam się nimi:) A w Twoich zdjęciach jest spokój , cisza i klimat relaksu:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Noo :) to moje tygodniowe menu się powoli zapełnia. Przepis na zupę, ale też na poranki weekendowe wypróbuję na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię i te niespieszne, poranne chwile i te ciepłe, jesienne zupy rozgrzewające :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawy post i ładne, klimatyczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Poranki są urocze, czasem specjalnie wstaję trochę wcześniej żeby spokojnie się nimi nacieszyć z kubkiem herbaty lub kawy w dłoniach. Zupy kremy to mój mały fetysz, nie wyobrażam sobie życia bez nich. Marchewkowa z tymiankiem jest genialna:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam podobnie,jak Ty.nie wyobrażam sobie,żeby przegapić tę niesamowitą w swym eterycznym uroku porę.

      pozdrawiam!

      Usuń
  9. Beautiful pictures! Love the little things in your kitchen cabinet.
    Thank you for dropping by the blog:)

    OdpowiedzUsuń
  10. I welcome you:)
    nicely for me you found a bit of the inspiration.

    greetings!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyglada cudnie! Koniecznie musze zgotowac:)
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na parapecie zenit!

    Dziś wysiałam kiełlki i zestaw ziół z ikei, nie mogę się doczekać tej zieleniny! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i chęci:)